Próbowałam się pozbierać, a wcale nie było to łatwe. Maskara. Nie mogłam się podnieść. Poza tym bolała mnie noga, ta którą miałam ostatnio złamaną. Facet nie mógł się wygramolić spod tego roweru. A ja nie mogłam wstać, jak on się nie podniesie. Aż się zagotowało we mnie. Czy Pan się może ruszyć? Byłam już nieźle wściekła. Do jasnej niepogody, czy Pan może wyleźć? Nie mogę się ruszyć, jeśli Pan nie podniesie tego roweru. Facet był cały czerwony jak burak ze wstydu. Tak, tak, już wstaję, już się podnoszę. Wreszcie wstał. Podał mi rękę i pomógł mi wstać. Ja byłam czerwona z wściekłości, aż cała się trzęsłam. A on jeszcze do mnie gadał.
Nie no, oszaleję. Wcale nie miałam ani ochoty, ani zamiaru go słuchać. A on mi tłumaczy, że się zamyślił, że muzyka tak na niego działa i takie inne głupoty. Ludu kochani, mam po prostu dość. Przepraszam, przepraszam Pana bardzo, weszłam gościowi w słowo. Nie obchodzi mnie, co się stało i dlaczego Pan we mnie wjechał. Przeprosił mnie Pan. Proszę już do mnie nie mówić.
|