Winda
Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Przytrzymałam też drzwi sprawcy mojego nieszczęścia. Podziękował mi, ale widać było, że mu strasznie głupio za całą tą sytuację. Później chciałam wejść do windy. Szanowny Krzysztof też wchodził do windy. Wtarabanił się z tym rowerem i całkiem mnie zastawił. Nie miałam już siły nawet wzdychać. Nie no, ja nie wiem, ale facet był nieziemski. Ja owszem, byłam pechowa, ale on to już w ogóle. Cały czas próbował się nieśmiało uśmiechać. A mi wcale do śmiechu nie było. Ja już nie wiem do czego mi było. Chyba najbliżej to do płaczu. Szok po prostu. Ale co, przecież przy obcym facecie ryczała nie będę. No bez przesady. Wzięłam trzy głębokie oddechy i próbowałam się uspokoić. Ale jak zobaczyłam sąsiadkę z walizą zakupów, to siły mnie do reszty opuściły. O ludzie świata, czym ja sobie tak nagrzeszyłam. Kochana sąsiadka wlazła do tej windy i mnie pan Krzysztof jeszcze bardziej tym rowerem przycisnął do ściany. Świetnie, po prostu świetnie. A co lepsza, sąsiadkę wzięło na rozmowy.