Kiedy już Pani Krysia z pieskiem mnie opuściły, spotkałam Martę. Chyba najbardziej rozgadaną dziewczynę w naszym banku. Jest bardzo pomocna i chętnie zawsze się wszystkim zajmie. Akurat wracała ze spotkania. Załatwiła klienta. Stwierdziła, że wcale a wcale łatwo nie było. Stwierdziła też, że tak właśnie powie to Pawłowi, bo nikt jej nie docenia i ona chce dostać nagrodę w formie wyróżnienia. Jak Marta ze mną stanęła, to myślałam, że do sklepu to ja nigdy nie dotrę. Przecież tyle słów, co ona wypowiada, to ja nawet w największym stresie nie jestem w stanie powiedzieć.
Jak wiatraczek. Nawet nie chciałam jej przerywać. Przecież nie powiem jej, wracaj do pracy, bo wyjdę na totalną kretynkę. Dziewczyna szefa, która ma wolne kiedy tylko chce, czepia się innych. No bez przesady. Poszłam w kierunku sklepu, a Martuśka poszła ze mną. Szczerze powiedziawszy nawet mi nie przeszkadzała. Fajna z niej towarzyszka. Ciekawe czy ma faceta. A jak tak, to czy dopuszcza go do głosu. Uśmiechnęłam się na samą myśl, jak jej facet siedzi i jej słucha i nie ma jak powiedzieć ani słowa.
|