Opatrzenie ran
Nie dziwiłam mu się jakoś szczególnie. Uśmiechnęłam się tylko, już nawet nie nerwowo, tylko z pobłażaniem. Cóż zrobić takiemu gościowi, jak taki nie poradny. No cóż zrobić. Wszedł do domu, postawił reklamówkę z zakupami. Przewróciła mu się, zakupy się wysypały. Ale on wziął tylko rower, wparował do mieszkania, powiedział do zobaczenia i zamknął drzwi. Ja też otworzyłam drzwi i weszłam do siebie. Zaniosłam zakupy do kuchni i postanowiłam opatrzyć swoje rozwalone kolano. No powiedzmy, że wyglądało to w miarę. Myślałam, że jest gorzej. Chwilę później do domu wrócił Marcin. W sumie to nie wiedziałam co tak wcześnie. Kiedy zobaczył mnie w łazience, z wodą utlenioną, to się wystraszył nie na żarty. Jejku, Kochanie, co się stało. Dlaczego Ty znów siedzisz z rozwaloną nogą. Aniołku mój. A nic. Popatrzyłam na niego i się uśmiechnęłam, żeby widział, że na płacz to mi się co najmniej nie zbiera. Bo wiesz co, tylko błagam, nie nabijaj się ze mnie. Marcin patrzył na mnie, nie bardzo wiedząc co takiego mogło się wydarzyć, że mówię o śmiechu a mam rozwalone kolano.