Ludzie, sąsiedzi
W duchu modliłam się, żebyśmy jak najszybciej dojechali do tego piątego piętra. Żebym mogła wreszcie ewakuować się z tej windy i zamknąć się w zaciszu swojego mieszkanka. Zresztą noga bolała mnie coraz bardziej. A sąsiadka odkąd weszła do windy to gadała. No jak tam panie Krzysiu? Co ciekawego słychać? Dawno Pana nie było widać. A widzi Pani, Pani Lusiu. Chorowałem trochę. Biedactwo- pomyślałam wrednie. Później miałem służbowy wyjazd. Jejku, jejku, jak mi Pana szkoda, Panie Krzysztofie- nie mogłam się powstrzymać od wrednego myślenia. Facet po prostu tak działał mi na nerwy, że nie potrafiłam nad tym zapanować. Sama nie wiedziałam skąd we mnie tyle złośliwości. Ano tak, tak, ciągnęła Pani Lusia, jak się dowiedziałam. To są właśnie uroki pracy w gazecie i nic się na to nie poradzi. No ciekawa ja jestem w jakiej to on gazecie pracuje. Ale nie miałam jakoś szczególnie ochoty w to wnikać. Winda wreszcie się zatrzymała. Całe szczęście, bo zaczynało brakować mi powietrza. Pani Lusia jakby dopiero teraz mnie zauważyła. A to nasza nowa sąsiadka. Witam, witam.