Obserwując nowo poznanego sąsiada Pana Krzyśka poczułam nasilający się ból w kolanie. Ale już nie mogłam patrzeć, jak on próbuje podtrzymać ten rower, a on skutecznie mu ucieka. Podeszłam do niego i przytrzymałam ten rower. Spojrzał na mnie z wyraźną wdzięcznością i ulgą. A ja to zrobiłam ze zwyczajnej litości, bo nie mogłam już na to patrzeć. Jak można być takim facetem. Jejka, gdyby mój Marcin taki był. Ale w sumie patrząc w drugą stronę, to ja taka jestem, a jednak Marcinowi to nie przeszkadza. No cóż, podeszłam i postawiłam rower na nóżce, bo o dziwo to cudo posiadało coś takiego.
Gdybyście wtedy zobaczyli Krzyśka minę, wzrok i twarz. Po prostu można było paść. Facet zrobił się czerwoniuteńki na twarzy ze wstydu. Nie wiedział gdzie ma podziać wzrok, a mina mówiła, jestem konkretnym kretynem. Co Ona sobie o mnie pomyśli. A mnie szczerze powiedziawszy było wszystko jedno, czy on sobie radził z rowerem, ze znalezieniem kluczy i ze wszystkimi innymi czynnościami. Po długich i ciężkich znalazł upragnione klucze i jak najszybciej chciał wejść do mieszkania.
|